wtorek, 21 lutego 2012

Trzy zielone żywopłoty

Żywopłot z tuj, czyli poprawnie mówiąc z żywotników. Najbardziej popularny z kolumnowych odmian (Smaragd, Columna, Spiralis), bo wydaje się, że nie wymaga cięcia. Ale nie cięty w wysokości wyrasta do kilku/kilkunastu metrów. I przytłacza ogród swoją wysokością, zasłania słońce i  ogranicza przestrzeń. Może być jednak rozwiązaniem jako szczelna osłona ogrodu przy drodze, ewentualnie jako tło dla drzew i krzewów liściastych o kolorowych liściach. Na pewno warto przycinać takie żywopłoty na rozsądnej wysokości , wtedy łatwiej wykorzystać ich walory jako osłony i tła.


To jest żywopłot z ligustru. Krzewu, który jest świetną alternatywą dla bukszpanów. Szybko rośnie, regularnie cięty tworzy szczelną zasłonę nawet w stanie bezlistnym. Poza tym jest o niebo tańszy od bukszpanu, w cieplejsze zimy część liści pozostaje na krzewie. No i można z niego tworzyć fantastyczna figury. Tu widać, że nad bramką utworzono ligustrowy łuk.


Żywopłot grabowy jest piękny przez cały rok. Gdy ma zielone liście zachwyca ich odcieniem. W zimie bardzo długo utrzymuje na gałęziach brązowe, zaschnięte liście. A nawet jeżeli one spadną to ozdobą są poskręcane gałęzie. Marzy mi się taka forma w moim ogrodzie, właśnie ze względu na ten zimowy widok. Szkoda, że wolno rośnie.


niedziela, 12 lutego 2012

Kolor różowy w ogrodzie

Róż kojarzy się cukierkowo i trochę kiczowato. Ale wiemy przecież, że posiada wiele odcieni. Może to być przysłowiowy róż majtczany, ostre odcienie fuksjowe, czy przypudrowany, nieco zszarzały. W mojej ulubionej książce o kolorach ("Jak dobierać kolory" autorstwa Anny Starmer), wyliczone jest 21 rodzajów różu: ciemne (malina), słodkie (flaming, goździk), ekscentryczne (wata cukrowa), jasne (stara porcelana, róż kosmetyczny). Do odważnych zalicza autorka np. róż koralu. Proponuje łączenie różowego z kolorami jasnymi (kość słoniowa, złamane biele, rozbielone szarości), zielonymi o różnej intensywności lub bardzo ciemnymi, które można nazwać głębokimi brązami czekoladowymi. Ale też z ciemnym i jasnym niebieskim.  I choć rady dotyczą dobierania koloru do wnętrz z powodzeniem można je zastosować w ogrodzie.
Na całe szczęście nie wyhodowano jeszcze różowych iglaków. Ale w liściastych miłośnicy różu już się odnajdą (np. znienawidzona przeze mnie wierzba japońska 'Hakuro Nishiki', buk pospolity 'Purpurea Tricolor' - ten na szczęście zielenieje ze złości w przeciągu sezonu wegetacyjnego; inny spektakularny przykład to ciapkowaty berberys 'Harlequin'). No i oczywiście w kolekcji żurawek różu też sporo. W dobie poszukiwania ekscentrycznych nowości i "rarytasów" (jeden z początkujących posesjonatów pragnął mieć w ogrodzie żółto-bordowe cudo szczepione na pniu, bo takie widział u kolegi w ogrodzie), te odważne, oględnie stwierdzając, zestawienia znajdują amatorów. 
Ja kolor różowy lubię w kwiatach (aby być ścisła w kwiatach krzewów i bylin). Wiadomo, że będzie to akcent kolorystyczny w określonym czasie, radujący otoczenie przez kilkanaście dni. Łatwo więc zapanować nad sąsiedztwem roślin i uniknąć sadzenia obok siebie kwitnących kolorach zupełnie do siebie nie pasujących (dla mnie np. różowy i żółty). 

A teraz po dawce słowa pisanego różowy mix (takie ulubione przez dzieci lody sprzedawane pod nazwą "guma balonowa", brak tylko fluorescencyjnej zieleni).

Orlik

Serduszka

Tulipany
  
Rozchodnik

Dalia

Tawuła

"Lilie wodne"

Jeżówki

Powojnik

Łubin ogrodowy

Groszek 

Floks

Róże

Powojnik

Bergenia

Magnolia

Floks szydlasty

Sadziec

Zawilec

Goździk

Hortensja



sobota, 4 lutego 2012

Cyfrowa różanka

Mróz taki, że słowa zamarzają między aparaturą produkcyjną (mózg) a aparatura rejestrującą (twardy dysk).
Przeglądam więc zdjęcia, a przy okazji wypróbuję wiadomości zdobyte na kursie obróbki zdjęć cyfrowych. Pierwszy aparat to była smiena. Potem zenit -kolejny produkt radziecki, pożyczane cyfrówki (jakoś mnie te idioten camery nie przekonywały), a od niedawna własna lustrzanka cyfrowa. No i pora nauczyć się robić coś więcej z fotografią. Wyprodukowałam więc cyfrową różankę.  Róże mnie trochę przerażają.  swoim ogródku mam zaledwie kilka. A to wymarzają (odpukać, jeszcze mi się to nie zdarzyło), więc trzeba kopczykować albo okrywać. Dużo czasu zajmuje mi więc studiowanie stopnia mrozoodporności. A to chorują. Wybieram, więc te, o których pieszą, ze są odporne na choroby, a potem muszę kupować topsin. Albo jakieś środki na mszyce. I mam wyrzuty sumienia, że traktuje rośliny chemią. Te róże spotkałam pod drodze.